Elektroniczne lustro Zupełnie nie miałem koncepcji, jak zacząć ten artykuł. A tu akurat listonosz przyniósł najnowszą Inżynierię Bezwykopową. Pobieżny przegląd, i tym razem na samym końcu to co mnie interesuje teraz najbardziej, czyli kamery. W całej rozciągłości zgadzam się z pierwszą częścią głównej myśli artykułu Sławka Kapicy, czyli: „Kamera to niezaprzeczalnie najważniejszy przyrząd do wykonania inspekcji kanałów lub studni głębinowych.” Natomiast moja dzisiejsza notatka na pewno zaneguje drugą część: „jednak bez wózka jej praca byłaby niemożliwa”. Po pierwsze, to przecież firma IBAK sama produkuje znakomite kamery wpychane, a więc umożliwiające inspekcje bez wózka. A po drugie to już kilku producentów zaoferowało inne, bardzo ciekawe rozwiązania systemów inspekcyjnych, roboczo nazwane elektronicznym lustrem. Ale o tym za chwilę. Jak już nawiązałem do artykułu o kamerach IBAK-a, to jeszcze chciałbym zadać autorowi pytanie dotyczące jednego z opisanych rozwiązań. W tabelach z danymi technicznymi pisze Pan, Panie Inżynierze o produkcie: „koła granulowane”. Nie jestem purystą językowym, ale to określenie jest chyba jednak obrazą języka polskiego. Cytuję za Wikipedią: „Granulowanie (granulacja) proces tworzenia granulek - drobnych, nieregularnych ziaren substancji. Może następować poprzez rozdrabnianie większych kawałków substancji lub poprzez zlepianie się materiału sproszkowanego w agregaty”. Jak więc rozumieć te koła granulowane? I czy kupujemy je na wagę czy według objętości? Żarty na bok. Apeluję do wszystkich autorów (także do siebie), mniej żargonu w branżowych publikacjach. Nasz język naprawdę pozwala na znalezienie ładnych, a precyzyjnych określeń nowych produktów. Teraz już do rzeczy. Producenci systemów inspekcji telewizyjnych prześcigają się w stosowaniu coraz bardziej wyrafinowanych rozwiązań, kamery (wraz z wózkami) zaczynają coraz częściej wyglądać jak pojazdy kosmiczne, a także jak pojazdy kosmiczne kosztować. Cena dobrej kamery na dobrym wózku już dawno przewyższyła cenę niezłego samochodu. Stopień nasycenia sprzętu elektroniką jest na pewno porównywalny z satelitami telekomunikacyjnymi. Jakość uzyskiwanego obrazu często lepsza niż na dobrym telewizorze HP. Nie wspomnę o tworzonych przez skanery trójwymiarowych przestrzeniach (trak nawiasem mówiąc Panie Inżynierze przestrzeń to stworzyła Natura lub Stwórca. I ona - ta przestrzeń - po prostu jest. A skaner może ją zeskanować, zmierzyć, sfotografować i ewentualnie stworzyć jej obraz...) Czy nie powinniśmy sobie zadać już pytania, dokąd to zmierza. Czy naprawdę jest nam to wszystko potrzebne, żeby stwierdzić, że g... zapchało rurę? Oczywiście trywializuję i wiem, że w wielu sytuacjach ta wysoka technika przynosi nam wymierne korzyści. Ale z drugiej strony bardzo często wystarczy tylko tak zwany rzut oka, aby stwierdzić, że kanał jest drożny, albo że jest zawalony czy zarośnięty na głucho korzeniami. Kiedyś, to Pan Majster brał kawałek lustra, przywiązywał do kija i spuszczał na tym kiju na dno studni. Jeśli w lustrze widział światło pochodzące z następnej studni, to wiedział, że kanał jest drożny. I to mu z reguły wystarczyło. Jeśli światła nie było widać, Pan Majster zrządzał czyszczenie i po nim dokładną inspekcję, aby wykryć przyczynę niedrożności. I teraz właśnie chcę opisać Państwu coś, co można nazwać „elektronicznym lustrem”, czyli kamerę pozwalającą na inspekcję kanału ze studni. Bez wjeżdżania do tegoż kanału. Poprzez otwarty właz opuszczamy na dno studni w zależności od rozwiązania albo na sztywnej żerdzi, albo na lince kamerę wraz z silnym źródłem światła. Obiektyw kierujemy w głąb kanału, włączamy oświetlenie.. i zaczynamy inspekcję. Znakomite lampy pozwalają doświetlić kanał na odległość nawet 40m, czyli spokojnie ponad połowę odcinka między studniami. Kamera wyposażona w 22. krotny zoom optyczny i 10-krotny zoom elektroniczny. Pozwala obejrzeć centymetr po centymetrze cały oświetlony odcinek kanału. Zmieniając ogniskową obiektywu uzyskujemy efekt „przemieszczania” się pola widzenia wzdłuż osi kanału. Tak jak byśmy jechali kamerą na wózku. Jakość obrazu jest wystarczająca do oceny stanu kanału. Spokojnie zobaczymy większe pęknięcia, strumyki infiltrującej wody, czy korzenie. I to wszystko bez wjeżdżania do rury kanału. Kamery tego typu są z reguły oferowane jako zestawy przenośne. Zestaw obsługuje jeden człowiek, kamera opuszczana jest do studni ze stabilnego trójnogu. Mały ekran wbudowany w pulpit kontrolny pokazuje obraz z kamery. Na pulpicie mamy najczęściej joystick do regulacji ogniskowej (zoomu) i ostrości obrazu, a także regulator intensywności oświetlenia. Kamera może być wyposażona w dalmierz laserowy i możliwość zapisu obrazu na dysku lub karcie pamięci. Oczywiście jest możliwe dołączenie prostego oprogramowania do archiwizacji inspekcji zgodnego z normą PN EN 1508-.2. Niewielkim problemem są dość duże i ciężkie akumulatory do zasilania lamp, ale z reguły producent dostarcza je w gustownym plecaczku. Innym bardzo ważnym zastosowaniem tych kamer jest inspekcja zbiorników, odstojników i cystern. To jest coś, czego zwykłe kamery kanałowe nie potrafią zrobić, przede wszystkim ze względu na zbyt słabe oświetlenie. Nasze elektroniczne lustro firmy MessenNord wyposażone w cztery potężne reflektory na diodach LED dużej mocy radzi sobie doskonale nawet z komorami o długości 40m. Przy okazji wykorzystując wbudowany dalmierz kserowy możemy wykonać pomiary zbiornika. Reasumując wydaje się, że kamery typu „elektroniczne lustro” stanowią interesującą , tanią alternatywę dla bardzo drogich kamer kanałowych. Przeprowadzenie kontrolnych inspekcji jest przy tym wręcz błyskawicznie „przezoomowanie” (Boże, co za okropne słowo, i to ja przed chwilą wołałem o czystość języka!!!) odcinka między studniami trwa mniej więcej tyle, ile otwarcie studni, rozstawienie statywu i opuszczenie kamery , czyli góra 5 min. Czyli inspekcja odcinak w 10min! To nawet Panoramo się chowa! Proszę sobie wyobrazić, ile kanałów jest w stanie sprawdzić jeden człowiek z plecaczkiem na plecach i statywem w ręku. Z zainteresowanymi chętnie umówimy się na demonstrację sprzętu.