W połowie ubiegłego roku zaczął chodzić mi po głowie pomysł wyposażenia samochodu do demonstracji urządzeń do eksploatacji i napraw sieci kanalizacyjnych. Tak, aby można było pojechać do klienta i pokazać mu za jednym razem wszystko od haków do otwierania studni przez korki, myjki, pakery po oprogramowanie do inspekcji TV i prób szczelności. Pomysł niezły, tylko żeby to wszystko pomieścić potrzebna jest już całkiem spora ciężarówka. Zacząłem się rozglądać i zalazłem. Odpowiednie dla nas auto to Paugeot Boxer 435 L4H3, czyli maksymalnie przedłużony i maksymalnie podniesiony. 17m3 przestrzeni ładunkowej. Tu będzie można wszystko zmieścić. Zaczynam robić pierwsze przymiarki. Coraz bardziej mi się koncepcja podoba. Na aucie będzie agregat prądotwórczy i kompresor, będzie można robić pokazy w dowolnym miejscu. Teraz pozostaje tylko rozwiązać jeden prozaiczny, ale bardzo istotny problem. Za co? Skąd finansowanie? Auto można wziąć w leasing, część sprzętów też, ale to i tak duże obciążenie, tym bardziej, że w branży kryzys. Aż tu nagle... przecież są dotacje unijne. To co nas interesuje nazywa się RPO WZP czyli Regionalny Program Operacyjny Województwa Zachodniopomorskiego na lata 2007-2013. Akurat ogłoszono nabór wniosków do konkursu RPOWZ działanie 1.1.1 schemat B małe dotacje/2009/1. Prawda, że pięknie się nazywa?! Najważniejsze, że można ubiegać się o dotację na projekt o wartości do 200.000,00zł brutto. Kwota dotacji to około 100.000,00zł netto. Jest o co powalczyć. Czas na przygotowanie i złożenie wniosku-dwa miesiące. Damy radę. Pierwsza myśl, to podeprzeć się wyspecjalizowaną firmą. Kilka rozmów i na usta cisną mi się brzydkie słowa. Hieny! Nie dość, że większość pracy i tak musimy wykonać sami, to za duże dość pieniądze nie dają nawet gwarancji uzyskania dotacji. Poradzimy sobie sami. Ściągam wzory wniosków, biznes planu, załączników itd., itd. Duża ilość makulatury, przez którą trzeba się przekopać Zaczyna mnie ogarniać przerażenie. Niektórych sformułowań w ogóle nie rozumiem, w bardzo wielu nie wiem o co chodzi. Czy oni uczyli się innego języka polskiego niż ja? Pewnie tak, bo chyba trochę później. Mój zapał znacznie stygnie. Nagle olśnienie. Mam taką zaprzyjaźnioną firmę, która składała wniosek w poprzedniej edycji. Wprawdzie nie dostali kasy ale przynajmniej zobaczę, jak takie papiery trzeba przygotować. Pożyczyli nawet chętnie. Niestety okazało się, że wzory są zupełnie inne. Chyba urzędnicy opracowujący te kwity muszą się wykazywać i przy każdej edycji wywracają wszystko do góry nogami. Po dłuższej analizie okazuje się, że nie jest tak źle. Wnioski mają wiele podobnych rubryk, są tylko trochę inaczej sformułowane pytania i w zupełnie innych miejscach. Trochę mi się rozjaśnia w głowie i wraca zapał oraz przekonanie, ze damy radę. Zaczynamy od rzeczy oczywistych, czyli danych firmy, danych księgowych i terminów. To są rzeczy oczywiste i jednoznaczne. Pierwszy kłopot już przy nazwie projektu. Jak to mądrze nazwać, żeby zrobiło odpowiednie wrażenie i było zgodne z ideą :Działanie 1.1. Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstwa poprzez inwestycje i poddziałanie 1.1.1.: Inwestycje w mikroprzesiębiorstwa (to mikro to my). No i oczywiście z „Osią priorytetową 1.: gospodarka-innowacje-technologie ??? Zostawiam na razie temat nazwy wniosku na później. Próbuję wypełniać rubryki, których jestem pewien.
W końcu nie ma tego aż tak dużo. Raptem 22 strony. I mniej więcej drugie tyle biznesplanu. Powoli zaczynam zżywać się z tematem i coraz lepiej rozumiem formularz. Najważniejsze jest to, że udało się dokładnie sprecyzować zakres projektu, czyli co chcemy w zestawie zamontować. Teraz wystarczy uważnie odczytywać intencje twórców wniosku. Dokładne czytanie wytycznych i poradnika pozwala przebrnąć o kilka stron dalej. Całe szczęście, że dla mikroprzedsiębiorstwa nie trzeba robić prognoz finansowych, bo z tym byłby kłopot. Dość dużo czasu i wielu konsultacji zabrało zdecydowanie czy projekt ma charakter stacjonarny czy nie. Na szczęście nie. Super, to uwalnia nas od konieczności oceny wpływu na obszary „Natura 2000”, choć zapobiegliwie już wystąpiliśmy o zrobienie takiej oceny. Odwołujemy. Gdy prawie wszystko już gotowe, przystępujemy do analizy 20 (słownie: dwudziestu) oświadczeń, jakie świadom odpowiedzialności karnej muszę złożyć. Niektóre są podobne do siebie, niektóre zupełnie nas nie dotyczą, niektóre wprawiają w dobry humor swoim specyficznym językiem, jak oświadczenie nr 4 – „Oświadczam, że nie pozostaję w stanie upadłości, pod zarządem komisarycznym, nie znajduję się w toku likwidacji, postępowania upadłościowego lub naprawczego.” No, na szczęście nie znajduję się w żadnym z wymienionych stanów, toków ani postępowań. Moja „Pani” od polskiego przewraca się w grobie. Kamień z serca spada mi, gdy uświadamiam sobie, po podpisaniu odnośnego oświadczenie, że projekt jest zgodny z „Dyrektywą Ptasią”!!! Po oświadczeniach zostaje już tylko lista załączników do Wniosku. Niby tylko 28 sztuk, ale okazuje się że załącznik nr 9 składa się z trzech załączników, a załącznik 13 aż z 23. Oznakowane są literkami od „a” do „v”. O mało nie zabrakło alfabetu. Ciekawy jest techniczny aspekt tej części wniosku. Dla każdego załącznika w segregatorze ma być przygotowana przekładka z nazwą załącznika, z ewentualną informacją, że ”nie dotyczy” .W naszym przypadku potrzebne były jedynie 2 (słownie: dwa) załączniki. Reszta przekładek pozostała pusta z dumnym napisem „nie dotyczy” W końcu przy wsparciu eksperta bankowego udało się wszystko policzyć i opisać. Wniosek jadę złożyć do Urzędu Marszałkowskiego osobiście. Tuż przed wejściem jeszcze raz przeglądam i ... znajduję błąd w piśmie przewodnim. Przecież nie będę poprawiał ręcznie, bo wstyd. Wracam do firmy, drukujemy nowe pismo. Teraz musi być dobrze. Składam, dostaję potwierdzenie. Wcześniej jeszcze była publikacja wniosku w Internecie. Koniec, teraz pozostaje już tylko czekać. Na początku października telefon z Urzędu. Są błędy, trzeba poprawić. W sumie kosmetyka. Brak pieczątek firmowych w dwóch miejscach i jedna grubsza sprawa. Niezgodność nazwy projektu we wniosku i biznesplanie. Tyle razy zmienialiśmy tę nazwę, że w końcu się pomieszały. Zmiana wymaga powtórnej publikacji w sieci. Ale przynajmniej już wiemy, że wniosek jest poprawny formalnie. Taka też informacja pojawiła się na Serwisie Beneficjanta pod koniec października: Status - poprawny formalnie. No to czekamy dalej. Gdzieś tuż przed świętami zaglądam do serwisu, a tam niespodzianka: Status-Rekomendowany. Za dwa dni przychodzi pismo, że otrzymaliśmy 87,88% punktów i mamy rekomendację do dofinansowania. Chyba nie będzie aż tak dużo wysoko ocenionych projektów, żeby nie starczyło dla nas kasy. Czekamy dalej. Na początku roku jak zwykle kupa papierkowej roboty, nie ma czasu myśleć o projekcie. A tu któregoś dnia telefon z jakiegoś banku. Nie będzie pan potrzebował kredytu pomostowego na ten projekt? Jaki projekt pytam i w ogóle to skąd Pani wie o moim projekcie? Pytam lekko wkurzony i zniesmaczony tym, że z Urzędu wyciekły informacje. No przecież jest Pan na opublikowanej w Internecie liście projektów skierowanych do dofinansowania. Dziękuję za ofertę, żegnam się i szybko zaglądam do sieci. No jest! I to na drugim miejscu. Miło. Najgorsze jeszcze to to, że właśnie skończyła się zabawa, a zaczynają się schody. Trzeba przystąpić do realizacji. Ciąg dalszy na pewno nastąpi .
Michał Andrzejewski
GAMM-BUD sp. z o.o.
