UV !!! Było gorąco!!!
Jak zwykle sprawa zaczęła się banalnie i zupełnie niepozornie. „Czy będzie Pan w naszej okolicy bo chcielibyśmy pogadać?” Pogadać -jak mówi reklama- ludzka rzecz. Pojechałem przy okazji jakiegoś szkolenia. Początek rozmowy lekko szokujący. Firma prawie nie z branży, a chcą kupić kompletny zestaw renowacyjny. Po ustaleniu oczekiwań, wychodzi na to, że chcą zestaw UV. Nieźle. Kilkakrotnie upewniam się, czy dobrze się rozumiemy. Okazuje się, że tak. No to mówię, co wiem na ten temat, a trochę już wiem. Po dwóch godzinach rozchodzimy się z szumem w głowach. Jeśli się uda, to będzie hicior (jak mawia młodzież). Ale spoko. To przecież nie pierwsza taka rozmowa. Chociaż przez skórę czuję, że klient jest poważny. Jadę dalej, szkolić układaczy światłowodów, a w głowie mam ultrafiolet. To lubię.
Dla własnego spokoju robię rachunek sumienia i przegląd sytuacji. Co się zmieniło na rynku od ostatniej akcji w 2006 roku? Trochę się zmieniło. Pojawiła się nowa firma. Na szczęście jeździ się trochę po targach. Mam namiary. Ba! Okazuje się nawet, że rozmawiałem z szefem. Ok. Jesteśmy gotowi. Czekamy na rozwój wypadków. Pod koniec czerwca telefon. Klient jest zdecydowany na zakup. Trzeba wybrać dostawcę. Stawiam sprawę jasno. Porozmawiamy ze wszystkimi i wtedy wspólnie wybieramy. Jest zgoda. Zaczynam organizować „wycieczkę”. Niby nic wielkiego, bo firmy są tylko cztery: Trzy w Niemczech i jedna w Szwajcarii. Te niemieckie wszystkie na południu. Kilkanaście telefonów i daje się wszystko spiąć w ciągu trzech-czterech dni Trochę rzednie mina, gdy zaczynam liczyć kilometry. Czy ja jestem do cholery zawodowym kierowcą? Na szczęście jest nowa rzeczywistość i tanie linie lotnicze. Harmonogram zaakceptowany. Spotykamy się na lotnisku w Stuttgrcie, bierzemy samochód i w drogę. Pierwszy przystanek – Karlsruhe. Jesteśmy około 10:00. Jeszcze wcześnie i pomimo tego, że to początek lipca nie ma jeszcze upału. Dzielnica przemysłowa, mnóstwo nowych hal. Ok. Znaleźliśmy odpowiednią. Firma ProKasro ma na wszystkich targach duże stoiska. Siedziba też jest imponująca. W części biurowej dyskretny urok poważnej firmy. Po zgłoszeniu się w recepcji szybko przechodzimy do pokoju rozmów, gdzie przejmują nas znani z rozmów na targach fachowcy od UV. Po krótkiej wymianie uprzejmości idziemy zwiedzać zakład. Wiedziałem, że to porządna firma, ale trzeba przyznać, że momentami mnie zatykało. Pomieszczenia montażu robotów to prawie laboratoria. Dział projektowania – marzenie każdego inżyniera, a sprzęt i programy – to po prostu bajka. W hali obróbki skrawaniem zaczęło mnie troszeczkę skręcać w środku. Takie centra obróbcze jakie tam zobaczyłem, to po prostu mistrzostwo świata. Wsadzasz duży kawał aluminiowego wałka, a po chwili wyjmujesz korpus robota, owiercony i wyfrezowany, po prostu gotowy do montażu. Na prawdę Hi-Tech w czystej postaci. Firma ma jasną filozofię. Chcesz mieć dobry towar, musisz go zrobić sam i wtedy wiesz co zrobiłeś. Pełna odpowiedzialność za wyrób, ale i pełna świadomość swojej wartości. Ale jak zobaczyłem w dziale wytwarzania zabudów samochodów maszyny stolarskie sterowane numerycznie, robiące elementy szafek i blatów, to już po prostu zdębiałem Ale chyba właśnie tak powinna wyglądać porządna firma na początku XXI wieku. Oczywiście szczegółowo pokazano nam zarówno komponenty, jak i gotowe zabudowy zestawów renowacyjnych UV. Wszystko dopracowane jest w najdrobniejszych szczegółach. Produkcja jest praktycznie seryjna, powtarzalna w 100%. Zabudowa jest dopasowywana do życzenia klienta. Po prostu bajka. Oglądamy jeszcze gotowe, przygotowane do oddania zestawy. Wszystko jest tak jak być powinno. Klient jest zadowolony. Zastanawiamy się, czy warto oglądać następne firmy. Na koniec wpadamy do ostatniej sekcji hali a tam po prostu szok. To stajnia wyścigowych motocykli. Stoi ich kilkanaście. Do tego adekwatnie do otoczenia wyposażony warsztat. Myślę, że niejeden team wyścigów motocyklowych może tylko marzyć o takim zapleczu. Po prostu chłopaki z ProKasro kochają motocykle. Wracamy do biura. Jeszcze rozmowa o ewentualnych kosztach i możemy jechać dalej. W ostatnim momencie pojawia się szef firmy, aby się pożegnać. Gdzieś się śpieszy. Ubrany jest w motocyklowy skórzany kombinezon. Lubię ten luz.Jedziemy dalej.
Następna firma to Brandenburger.Potężny zakład, w którym technologia UV stanowi tylko część działalności. Generalnie jest to fabryka chemiczna, specjalizująca się w produktach izolacyjnych. Na całym terenie czuć zapach fenolu zmieszanego z formaldehydem. Przy wejściu dostajemy przepustki. Budynek porządny, ale lekko trąci myszką. Widać tu świetność lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W dziale produkcji linerów UV jest zdecydowanie lepiej. Tu widać już XXI wiek. Brandenburger przede wszystkim produkuje rękawy. Produkcja zestawów do instalacji jest uzupełnieniem oferty. Sprzęt jest potrzebny po to, alby klient kupował rękawy. W hali montażu oglądamy dwie ciężarówki wyposażone w sprzęt do instalacji. Wszystko wykonane poprawnie i przemyślane pod kątem pracy na budowie. Zestawy składane są z komponentów robionych przez podwykonawców. Sprzęt wygląda dobrze, ale firma nie powala na kolana tak jak ProKasro. Brandenburger ma swoją unikalną technologię: Bluetec. Pozwala ona na utwardzanie rękawów z prędkością do 150m na godzinę. To jest wynik. Sprzęt jest przyjazny dla obsługi i pozbawiony fajerwerków elektronicznych. Sterowanie na prostych elektro-mechanicznych rozwiązaniach jest dostatecznie precyzyjnie i bardzo niezawodne. Wracamy do hali, gdzie produkowanie są rękawy. Duży magazyn maty szklanej, żywicy, folii. To wszystko już gdzieś widziałem. Niestety maszyna jest przestawiana na inny wymiar i nie pracuje. Przypadek? A może nie chcą, żebyśmy wszystko zobaczyli. Może tak. Finalne rozmowy w sympatycznym, klimatyzowanym pomieszczeniu. Bardzo smaczne kanapki i kompetentny handlowiec. Oferta łącząca sprzęt i późniejsze dostawy materiału jest całkiem interesująca. Jest się nad czym zastanawiać. Na pierwszy dzień wystarczy. Jako, że jesteśmy tuż przy granicy francuskiej, jedziemy coś zjeść do Strasburga. W końcu jesteśmy obywatelami zjednoczonej Europy!
Dzień drugi. Dzisiaj tyko jedna firma. Po wczorajszych wizytach klient w zasadzie już wie o co chodzi i jest prawie zdecydowany. Wyjazd do Kempten do UV Curing Technologies traktujemy już jako wycieczkę. Mała, nowopowstała firma nie budzi naszego szacunku. Ale zobaczyć trzeba. Przyjeżdżamy na miejsce. Kawałek hali w parku przemysłowym pod Kempten wygląda całkiem przyzwoicie. Po wejściu do środka ja osobiście nabieram szacunku. Perfekcyjnie zorganizowany magazyn (mój audytor od ISO 9001 byłby zachwycony), pełen komponentów do budowy zestawów UV. Na montażu kilka urządzeń na różnym etapie zaawansowania. Widać szczegóły napędów, sterowań, na stołach leżą kamery i łańcuchy lamp UV. Niektóre rozwiązania aż cieszą oczy inżyniera. ProKasro ma się czego bać. Poławia się szef firmy, człowiek, który „zjadł zęby” na technologii UV. Pracował we wszystkich firmach działających w tej branży, aż w końcu postanowił sam rozwinąć skrzydła. Jego urządzenia skupiają w sobie wszystko co najlepsze wymyślono w tej dziedzinie. Wykonanie jest na najwyższym poziomie. Bardzo podoba mi się przeniesienie napędu na bęben kablowy poprzez paski zębate. Rozwiązanie ciche i precyzyjne. Zdecydowanie bardziej eleganckie od stosowanych gdzie indziej łańcuchów. Sprzęt składamy jest z komponentów robionych przez kooperantów. Ale przecież jesteśmy w Kempten. To przecież zagłębie produkcji kamer inspekcyjnych. Tu dookoła jest mnóstwo firm mogących wykonać każde zlecenie zarówno jeśli chodzi o obróbkę mechaniczną jaki o komponenty elektroniczne. Przechodzimy do szczegółowego omawiania urządzeń. Okazuje się, że oprócz bardzo solidnego i nowoczesnego „żelastwa” firma UVCT oferuje bardzo rozbudowane i przyjazne oprogramowanie. Na prawdę jesteśmy pod wrażeniem. Jest o czym myśleć. Przed przyjazdem tutaj mieliśmy gotową decyzję. A teraz? Aby wrócić do równowagi postanawiamy zrealizować ostatni etap nasze podróży - Oey w Szwajcarii. Dojeżdżamy tam wieczorem. Okolica tak piękna, że trudno to wyrazić. Kocham góry. A tu serce bije mi szybciej, bo trzy lata temu zrobiłem tu biznes stulecia! A jak będzie teraz? Decyzja należy do klienta. Po spacerze w pięknej górskiej scenerii idziemy na zasłużony odpoczynek. Jutro kolejny ciężki dzień.
Otoczenie po prostu bajkowe. Wstając rano czuję się jak na urlopie w górach. Czy ci co tu pracują. też są cały czas na urlopie ? Chyba tak. Idziemy na śniadanie. Kawę robi córka właściciela hotelu, wszyscy w strojach cywilnych, sielska, familijna atmosfera. Za chwilę pojawia się nasz kontrahent, szef firmy Jenni Umwelttechnik i wspólnik w HC Pipe Tech Gmbh. Podwinięte nogawki dżinsów, flanelowa koszula, klapki na bosych stopach. Pełen luz. Dopijamy kawę i jedziemy do firmy. Żeby na stokach gór leżał śnieg, pomyślałbym, że jestem na nartach. W firmie od 2006 roku spore zmiany. Nowa hala na samochody robocze i piękne biuro z widokiem, który mnie nie pozwoliłby pracować. W hali produkcyjnej oglądamy nowe elementy łańcuchów lamp UV i gotowe szafy sterujące do zestawów mobilnych, takich jakie chcemy kupić. Jak zwykle u Szwajcarów połączenie supernowoczesnych rozwiązań z tradycyjnymi, sprawdzonymi w ciężkich bojach, wyglądających na przestarzałe komponentów. Ale mamy możliwość obejrzeć to wszystko razem w symulowanych warunkach pracy. W prostych, żołnierskich słowach poznajemy zalety i przewagi tego sprzętu. Doskonałą rekomendację stanowią dwa bliźniacze zestawy od trzech lat pracujące w Polsce. Do tego dochodzi gwarancja jakości przy korzystaniu z rękawów BKT Berolina. Trzeba tam będzie pojechać. Klient jest zbulwersowany. Wczoraj miał już gotową decyzję, a dziś jest pełen niepewności. Trzeba to przespać. Jeszcze przed wyjazdem oglądamy część kolekcji motocykli szefa (to chyba ulubiony sport wśród producentów zestawów UV) i jego nowe BMW M6 Coupe i możemy wracać. Jeszcze po drodze wizyta w siedzibie WinCan Deutschland w Langenargen i nocleg w Lindau. Żegnamy się z klientem na lotnisku w Stuttgarcie, bo mój samolot do Berlina odlatuje wcześniej. O 15:00 jestem w Szczecinie i rozpoczynam miły week-end. Klient z bólem głowy też wypoczywa. Nie jest łatwo podjąć decyzję choć ja już wiem jaka ona będzie.
Jeszcze w następnym tygodniu wizyta w Berlinie u producenta rękawów. Fabryka we wschodniej części miasta niedaleko wioski olimpijskiej z 1936 roku. W powietrzu powiew DDR-u. Wielkie hale, biuro na najnowszym światowym poziomie. Po wejściu jestem uprzedzony o tym, że cały teren jest monitorowany przez kamery. Permanentna inwigilacja. Znamy to, przecież „robimy także w kamerach” Dwie zautomatyzowane linie produkcyjne robią wrażenie. Koncepcja produkcji zupełnie inna niż u Brandenburgera. Pełna kontrola wzbudza zaufanie. Z każdego linera brane są próbki przechodzące wszechstronne testy w znakomicie wyposażonym laboratorium. To już naprawdę XXI wiek. Niegdyś opiszę to szczegółowo. Niestety, nie wolno robić zdjęć. Chyba wiem dlaczego. Klient jeszcze myśli, ale decyzja dla mnie jest oczywista. Ciąg dalszy nastąpi.
